Namacalne, naukowe dowody dla sensu
wiary w Boga!
________________________________________________________________

Jak powiedziała jedna z uznanych postaci świata Europy w
obliczu dokonanych badań i ich wyników:

"Jeżeli ktoś podrobił Całun Turyński, to tym kimś
musiał być sam Bóg!"
Myśliciel - -Foto-: " [2009] Jupiterimages Corporation"
Odwołajmy się teraz jeszcze do Dedukcji
Logicznej:

Dodatkowe spostrzeżenia, jak wnikliwie opisał i wskazał to N. Arnov,
również i inne fakty naukowe także niezbicie świadczą o cudownych
cechach Całunu Turyńskiego, a mianowicie:

- Nigdzie na świecie nie istnieje i do tej pory nie odnaleziono takiego płótna jak
Całun Turyński, z uwieńczonym nań w podobnej formie wizerunkiem jakiegokolwiek
biologicznego stworzenia-, co też należy wziąć pod uwagę przy jakiekolwiek próbie
zakładania przypadkowego sposobu powstania po śmiertelnego odbicia jakiejś
osoby.

- W Całunowym płótnie odkryto też obecność włókien bawełny gatunku
„herbaceum’, występującego wyłącznie na Bliskim Wschodzie, a nigdy w Europie.

- Przy owinięciu nieżyjącego człowieka płótnem, jakikolwiek możliwy odbity
samoistnie obraz, byłby zawsze poszerzony i zniekształcający prawdziwy wizerunek
tej postaci, ponieważ jakiekolwiek ewentualne odbicie się takiego wizerunku
spowodowałoby również odbicie się na płótnie bocznych części ciała danej,
owiniętej w to płótno osoby, a których to śladów bocznych odbić na Całunie nie ma
w ogóle.

- Unikalność Całunowego płótna powoduje, niemożliwość odnalezienia do tej pory
w świecie identycznej tkaniny, która, jak się dzisiaj uważa w kręgu naukowym oraz
wg. ustaleń badaczy na podstawie rodzaju i splotu tej tkaniny, była stosowana
wówczas w Jerozolimie w czasach Chrystusa. Zaś źródła historyczne dot. jego
wędrówki w świecie w tym utwierdzają!

- Wizerunek na płótnie jest odbiciem konkretnej postaci i po obejrzeniu, wyłącznie
utożsamianej przez obserwujących z umęczonym i ukrzyżowanym Chrystusem.

- Jakiekolwiek próby sztucznego odbicia wizerunku na podobnym płótnie skończyły
się niepowodzeniem. Nauka w oparciu o całą ogromnie zaawansowaną dzisiejszą
technologię nie jest wstanie temu sprostać, aby odtworzyć podobny wizerunek.
Wizerunek na Całunie Turyńskim ma te same cechy jakie, można zaobserwować
na innych relikwiach uznanych za cudowne i nie namalowanych ludzką ręka, jak np.
wizerunek na tilmie z Guadelupe w Meksyku czy wizerunek Jezusa z Manoppello.

- Gdyby ciało leżało zawinięte w Całun, wówczas na płótnie zaobserwowano by
ślady rozkładu ciała, które można by obecnie odczytać w strukturze płótna. Takich
śladów nigdy nie odkryto, co tym samym wyklucza możliwość przypadkowego i
samoistnego powstania wizerunku.

- Przy próbie zakładania możliwości fałszerstwa, należy sobie uzmysłowić, że
jakikolwiek potencjalny fałszerz nie dysponował tak zaawansowaną wiedzą, tudzież
technologią, którą mógł zastosować w takim stopniu, aby spowodować cechy na
Całunie, które dopiero dzisiejsza nauka jest wstanie odkryć i opisać.

- Próba kompromitujących badań i podważenia jego wiarygodności przy pomocy
nieadekwatnej w jego wypadku metody badania tzw. węglem C-14 została przez
świat nauki jednoznacznie podważona i zdyskwalifikowana z wielu przyczyn, a m.in.
z przyczyny badania tej części materiału odciętej z całunu do badań, która
stanowiła tzw. doszywkę do brzegów Całunu wykonaną w średniowieczu w czasie
jego naprawy przez siostry zakonne.

- Wykazano również inne istotne naukowe przyczyny nieadekwatności w przypadku
tego badania w odniesieniu do Całunu Turyńskiego jak wystawienie na
oddziaływanie określonych pierwiastków chemicznych przez lata w czasie jego
zamknięcia w srebrnej szkatule oraz ekspozycja na węgiel w czasie pożaru,
nagromadzenie mikroorganizmów na powierzchni Całunu, które powodują zmianę
C-14 itp.,które doprowadziły naukowców do jednoznacznych wniosków o oczywistej
pomyłce badania Carbo-14.

- Wszelkie eksperymenty z możliwością pozyskania odbicia na płótnie za pomocą
kontaktu z innym ciałem ( jak np. krew) zawsze powodują ślady przesiąknięcia na
drugą stronę płótna i widoczne są one po drugiej stronie. Na Całunie zaś
obserwuje się ślady wyłącznie na jednej jego stronie z podobnym bladym odbiciem
po drugiej, lecz bez faktycznych przesiąków.

- Według specjalistów z zakresu tych zagadnień, tudzież ekspertów medycyny
sądowej, tak skatowany i zamęczony na śmierć człowiek, co pokazuje wizerunek
Całunu oraz bezsprzecznie wykazują i potwierdzają ściśłe badania medyczne
wykonane na podstawie obrazu Całunu, -
nie może mieć wyrazu tak spokojnej i
łagodnej twarzy- jaki to posiada postać z Całunu. W normalnych warunkach, w
czasie tak dramatycznego konania ofiary w tak okrutnych i bezwzględnych
torturach (jakie uwidocznione są niezbicie na Całunie Turyńskim), na twarzy
katowanego niewątpliwie zawsze uwidacznia się charakterystyczny
wyraz
przerażenia
. Jest to zjawisko patologiczne, niezależne od człowieka i zachodzące w
wyniku odruchowych reakcji organizmu oraz zachodzi samoczynnie, nadając
zwłokom trwałe cechy patologiczne. Całun zaś, pomimo potwierdzonych już
medycznie oznak tych okrutnych tortur owego człowieka z Całunu, pokazuje
pokorę, spokój i godność na jego twarzy. Spokój możliwy jedynie dla osoby Boskiej.

- Dzisiejsza medycyna sądowa ustaliła, że rany, krew i rodzaj obrażeń niezbicie
wskazują na fakt, że osoba na Całunie zginęła z przyczyny ukrzyżowania.

- Według ściśle przeprowadzonych badań wykonanych z wykorzystaniem metod z
NASA tj. Centrum Badań Kosmicznych, ustalono, że wizerunek na Całunie
Turyńskim, posiada trójwymiarowy wygląd. Taki wymiar nie powstaje w czasie
odbicia z inną powierzchnią. Zawsze powstaje wtedy płaski obraz.

- Według znaków odbitych na Całunie można ustalić rodzaje ran, a tym samym
charakterystycznych gwoździ używanych wtedy przez Rzymian w czasie tortury
krzyżowej. Całun nie uwidacznia również śladu złamania goleni, co też było wtedy
dokonywane końcowo na skazańcach podczas tego rodzaju egzekucji. Jest to
również zgodne z opisami Ewangelii, która mówi, że Jezusowi wtenczas nie złamano
goleni, a dla odróżnienia przebito mu bok, co jest akurat również widoczne na
Całunie i również zgodne z opisem Ewangelii. Na całunie widoczne są jednocześnie
tak ślady krwi jak i wodnistego płynu surowiczego, które wypłynęły z boku Jezusa
po przebiciu włócznia. „Krew i Woda” jak opisało to Pismo Święte.

- Całun wskazuje także ślady otarcia naskórka od belki krzyża, którą niósł Jezus na
miejsce tortury oraz rany na kolanach od upadków po drodze. Te fakty są również
potwierdzone przez Ewangelię w przypadku Pasji Jezusa Chrystusa.

- Ślady przebicia rąk są uwidocznione w miejscach nadgarstków, a nie dłoni, jak
symbolicznie jest to przedstawiane na obrazach. Według medycyny, tylko przebicie
gwoździami w tym miejscu daje możliwość utrzymania ciała na krzyżu, gdyż w innym
miejscu ciało po prostu by się oberwało.

- Ślady na Całunie Turyńskim wykazują całkowitą zgodność z opisami tortur z
Ewangelii. Są tam również widoczne ślady rzymskich biczy z tamtych czasów tzw.
flagum romanum.

- Twarz Jezusa z Całunu jest podobna do twarzy Jezusa, która istnieje na
malowidłach i monetach.

*Źródła: (Przy opracowaniu powyższych punktów- argumentów korzystano m..in. z materiałów źródłowych jak:
„Zmartwychwstanie relikwii Chrystusa”- „Całun Turyński jest prawdziwy” N. Arnov ) i innych źródeł.


* [Poza przedstawionymi tu powyżej ściśle naukowymi argumentami uzyskanymi na
podstawie licznych, wnikliwie przeprowadzonych badań nad Całunem Turyńskim z
wielu dziedzin naukowych, na koniec przedstawimy teraz jeszcze dodatkowe źródła
z obszaru religii – (tudzież z potwierdzeniami naukowymi), a dotyczące wprost
cudownej korelacji innych czynników z Całunem Turyńskim, które to wtórnie
wspierają argumentację o jego ponadnaturalnym pochodzeniu]

Jezus powiedział: "Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie
uwierzycie -
Ewangelia św. Jana (Jan 4,48)
Podtematy do
tematu głównego.
Po lewej stronie są guziki
do tematów głównych:
Rozdziały Główne:
(po prawej stronie są guziki
do podrozdziałów w tym
temacie)
Całun i logika:
Chusta z Oviedo

Najnowsze badania naukowe potwierdzają, że chusta z obfitymi śladami krwi,
przechowywana w katedrze w Oviedo (północna Hiszpania), pochodzi z czasów
Chrystusa, a charakterystyczne rozmieszczenie plam krwi, które na niej widnieją,
wykazuje zadziwiającą identyczność z odbiciem twarzy na Całunie Turyńskim.
Chusta z Oviedo od IX wieku przechowywana jest w skarbcu katedry jako
najcenniejsza relikwia. Według tradycji otarto nią twarz Jezusa zaraz po Jego mierci
i zdjęciu z krzyża, a kiedy ciało zostało owinięte w całun i złożone w grobie, chustę
położono na Jego twarzy. Chusta z Oviedo to prostokątny kawałek lnianego płótna
o wymiarach 855 na 525 mm. Stała się ona przedmiotem wieloletnich, bardzo
precyzyjnych badań naukowych, począwszy od 1955 r. Ich wyniki wykazały istnienie
charakterystycznych plam krwi i płynu surowiczego, które znajdują się również na
twarzy Człowieka z Całunu Turyńskiego.
Na skutek strasznego cierpienia Pana Jezusa podczas kilkugodzinnej agonii na
krzyżu w Jego osierdziu i w jamie opłucnej nagromadziła się duża ilość krwi. Po
śmierci Chrystusa doszło do jej podziału na bezbarwne osocze i czerwone ciałka.
Dlatego z przebitego boku Zbawiciela wypłynęła "krew i woda" - jak pisze w.
Ewangelii Jan (19, 34). Ta sama krew wypłynęła rwnież z nosa i znajduje się
zarówno na twarzy Człowieka z Całunu Turyńskiego, jak i na Chuście z Oviedo.
Stwierdzono, że jest to [całkiem rzadka] krew grupy AB, a więc taka sama, jak na
Całunie Turyńskim.
Specjaliści z różnych dziedzin wiedzy po wieloletnich, szczegółowych badaniach
Chusty z Oviedo zaprezentowali ich wyniki na międzynarodowym kongresie, który
odbył się w Oviedo w dniach 29 -31 października 1994 r. Naukowcy twierdzą, że
przedmiotem ich badań był sudarion, czyli chusta, którą według żydowskiego
zwyczaju ocierano twarz umierającego, a zaraz po jego śmierci kładziono ją na niej.
Lniana tkanina, z której zrobiona jest Chusta z Oviedo, pochodzi z I wieku i z tego
samego warsztatu tkackiego, w którym powstało płótno Całunu Turyńskiego. Także
badania pyłków kwiatowych znalezionych na tej relikwii, przeprowadzone przez
najlepszego na świecie eksperta w tej dziedzinie, szwajcarskiego kryminologa
Maksa Freia, stwierdzają, że to płótno pochodzi z Palestyny z czasów Chrystusa.
Poza tym wyniki analizy plam krwi oraz odbicia twarzy na Chuście wykazują, że
okrywała ona twarz zmarłego mężczyzny, który miał brodę, wąsy oraz długie włosy.
Zastosowanie zaś techniki polaryzacji obrazu wykazało, że 70 miejsc na czole oraz
50 na policzkach oblicza na Chuście pokrywa się z odbiciem twarzy na Całunie, a
więc odbicia są podobne ze wszystkimi szczegółami. Ponadto udało się zmierzyć na
Chśucie odbicie dugości nosa; okazało się, że jest identyczna z dugością nosa
Człowieka z Całunu.
Zgodnie ze zwyczajem żydowskim przed złożeniem do grobu ciało Chrystusa
zostało najpierw okryte przeszło czterometrowym całunem, a potem dokładnie
obwiązane, aż do szyi. Natomiast na głowę Pana Jezusa została położona chusta
potowa, której wcześniej użyto do otarcia Jego twarzy, zaraz po zdjęciu ciała z
krzyża.
Według zwyczajów żydowskich, bowiem wszystko, co miało jakikolwiek kontakt z
krwią zmarłego, musiało być złożone razem ze zwłokami w grobie. Wyniki
naukowych badań jednoznacznie zatem wskazują na autentyczność tradycji
podającej, że Chusta z Oviedo jest rzeczywiście chustą potową (sudarion), która
okrywała twarz Jezusa po Jego śmierci. A my możemy dopowiedzieć: - która była
również świadkiem Jego Zmartwychwstania.
*
Opracownie źródłowe z pisma "Miłujcie się" , za pozwoleniem pisma dla naszej działalności misyjnej.

Sanktuarium Bra

W miejscowości Bra w diecezji turyńskiej znajduje się sanktuarium Matki Bożej. Od
samego początku jego istnienia można zaobserwować niesamowity fenomen
kwitnięcia w końcu grudnia drzew dzikich śliwek. Chociaż w tym czasie jest tutaj
śnieg i mróz, to kwitnięcie w środku zimy powtarza się każdego roku od przeszło
680 lat i stanowi niewytłumaczalną zagadkę dla współczesnej nauki.
Drzewka "prunus spinosa" o kolczastych gałęziach, które rosną w tamtejszych
okolicach, kwitną raz w roku wiosną. Przy łagodniejszym klimacie w marcu, przy
surowszym w kwietniu. Zadziwiajcy wyjątek stanowi tylko grupa kilkunastu drzew tej
samej odmiany, które rosną przy sanktuarium.
Zjawisko to jest skrupulatnie badane przez naukowców z Uniwersytetu Turyńskiego.
Zaczęto je badać już od XVI wieku, ale do dnia dzisiejszego pozostaje dla nich
zagadką. Okazuje się, że drzewka "prunus spinosa" przy Sanktuarium są idealnie
takie same jak te, które rosną w tej samej miejscowości i okolicy.
Naukowcy stwierdzili, że nie ma przyczyn geofizycznych czy jakichś prądów
elektromagnetycznych, których działanie mogłoby tłumaczyć to nadzwyczajne
zimowe kwitnięcie. Rosną na tym samym rodzaju gleby i w dodatku na północnej
stronie, gdzie ciepło i promienie słoneczne docierają w ograniczonych ilościach. Nie
ma, więc mikroklimatu, który sprzyjałby zaistnieniu tej przyrodniczej anomalii.
Dla ludzi wierzących jest to czytelny znak, który potwierdza autentyczność
objawienia się Matki Bożej w tym miejscu 29 grudnia 1336 roku. Tego dnia
wieczorem młodziutka matka Egidia Mathis, będąca w zaawansowanej ciąży,
przebywała na peryferiach miejscowości Bra (prowincja Cuneo w diecezji
turyńskiej).
Kiedy przechodziła obok przydrożnej kapliczki Matki Bożej, dwóch młodych żonierzy
rzuciło się na nią z zamiarem dokonania gwałtu. Egidia, w desperackim geście
obrony, chwyciła się figurki Matki Bożej wzywając Jej pomocy. W tej - wydawałoby
się - beznadziejnej sytuacji, nagle z figurki wytrysnął strumień niezwykle silnego
światła, który oślepił agresorów i tak ich przestraszył, że w wielkiej panice uciekli z
miejsca zdarzenia. Właśnie wtedy objawiła się Matka Boża pocieszając i
uspakajając Egidię, że niebezpieczeństwo już minęło.
Objawienie trwało kilka minut. Skutkiem ogromnych przeżyć Egidia, zaraz po
skończonym objawieniu, urodziła przed kapliczką dziecko. Owinęła je w szal i z
trudem udało się jej dotrzeć do najbliższego domostwa. Wieść o tym, co się
wydarzyło, rozniosła się lotem błyskawicy. Pomimo późnej godziny, tłumy ludzi
zebrały się w miejscu objawienia na modlitwie. Rosły tam drzewa dzikich śliwek,
które w jednym momencie pokryły się białymi kwiatami, chociaż działo się to 29
grudnia, a więc w środku mroźnej zimy.
Od tego czasu zjawisko to powtarza się w tym miejscu każdego roku i tego samego
dnia - 29 grudnia.
Po kilku latach na miejscu objawień zostało zbudowane sanktuarium. W jego
kronikach zostały odnotowane zastanawiające fakty. Czytamy w nich, że 29 grudnia
1877 r. drzewa wyjątkowo nie zakwitły. Pierwsze kwiaty pojawiły się dopiero 20
lutego 1878 r., a więc w dniu wyboru nastpcy papieża Piusa IX, Vincenzo Gioachino
Pecchi, który przyjął imię Leona XIII.
Należy również zauważyć szczególny związek opisywanego zjawiska z Całunem
Turyńskim, przechowywanym w tej samej diecezji, w katedrze turyńskiej. "Cudowne"
drzewa sanktuarium  kwitną od 29 grudnia przez dziesięć dni. Natomiast w 1898 r.
kwitnienie, które zaczęło się jak zawsze 29 grudnia, przedłużyło się i trwało przez
trzy miesiące, a więc przez cały czas publicznego wystawienia Całunu Turyńskiego.
Właśnie wtedy fotograf Secondo Pia zrobił jego pierwszą fotografię i odkrył, że
odbicie ciała Chrystusa jest negatywem fotograficznym.
Również 23 listopada 1973 r., kiedy Całun po raz pierwszy był prezentowany w
telewizji, drzewa sanktuarium w Bra zakwitły włanie w tym dniu, a nie jak zawsze 29
grudnia, i miały kwiaty przez całą zimę aż do wiosny. Podobna sytuacja powtórzyła
się w 1978 r., kiedy Całun był publicznie wystawiony, i wśród milionów pielgrzymów
był również arcybiskup krakowski ks. kard. Karol Wojtyła.
Kwitnące drzewa sanktuarium w Bra są znakiem wzywającym do nawórcenia, ale
także symbolem wskazującym na Maryję, o której pisał już prorok Izajasz w słowach:
"A wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzenia". W
średniowiecznej ikonografii, którą można ogldać na portalach katedr takich jak
Notre-Dame w Paryżu czy w Chartres, "drzewo Jessego" jest pokryte kwiatami.
Głęboki jest, więc symbolizm, który łączy kwiaty z Maryją.
Kwitnące zimą drzewa sanktuarium w Bra są czytelnym znakiem obecności i miłości
Matki Bożej, która - jak pisze w. Grignion de Montfort - "jest Rajem ziemskim
nowego Adama (Chrystusa), ktry wcielił się tam za pomocą Ducha świętego by
działać w Nim niepojęte cuda. Maryja jest owym wielkim i cudownym światem Boga,
pełnym niewypowiedzianych piękności i skarbów; jest wspaniałością, w której
Najwyższy ukrył, jakby we własnym łonie, Syna Swego Jedynego, a w Nim wszystko,
co najdoskonalsze i najkosztowniejsze".
Zatroskana o wieczny los wszystkich ludzi, Matka nasza - Maryja - chce
zaprowadzić każdego człowieka do swojego Syna Jezusa Chrystusa, i dlatego daje
nam liczne znaki swojego zatroskania i miłości, które równocześnie są wezwaniem
do nawrócenia, czyli do pełnego zawierzenia Bogu. W inych miejscach na kuli
ziemskiej Maryja błaga nas: "Nawróćcie się, póki jeszcze jest czas! Nie porzucajcie
Boga i wiary, bo największe niebezpieczeństwo dla ludzkości rodzi się z
bezbożnictwa".
Stefan Piotrowski – pismo „Miłujcie się”- za zgodą redakcji dla naszej działalności misyjnej.
Foto źródło: -kwitnace drzewa-: "© [2009] Jupiterimages Corporation"
Manoppello.
Piotr wszedł do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, ktra była na
głowie Jezusa, lecz nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwinięte na jednym
miejscu (Ewangelia Jana 20)
W ostatnim numerze naszego dwutygodnika zamieściliśmy artykuł zatytuołwany:
Twarz Boga. Artykuł ten opisywał krótką historię tajemniczego płótna z cudownym
wizerunkiem świętej twarzy Boga Jezusa Chrystusa, relikwii utożsamianej przez
badaczy z tzw. Chustą św. Weroniki ( jak przyjmują znów niektórzy, imię Weronika
pochodzi od łacińsko-greckiej zbitki: vera eikon prawdziwy obraz- i jest to jedynie
okreleśnie prawdziwego Całunu z grobu Jezusa). Wizerunek ten od 500 lat
znajduje się w miejscowości Manoppello we Włoszech.
Wnikliwe badania naukowe za pomocą wielu metod z uwzględnieniem tzw.
suprapozycji komputerowych, niezaprzeczalnie potwierdzają autentyczność tego
wizerunku i jego niezaprzeczalnie wspólne cechy z innym wizerunkiem postaci
Jezusa z Całunu Turyskiego, z, których pierwszy stanowi jakby diapozytyw obrazu,
a drugi negatyw, oraz dodatkowo podobieństwa z Chustą Twarzową Jezusa
Chrystusa przetrzymywaną, w Oviedo w Hiszpanii, a posiadajcą udokumentowaną
historię aż do czasów Jezusa z Nazaretu. O wspólnych cechach Chusty w. Weroniki
z Całunem świadczy zgodność wszystkich proporcji, a nawet śladów ran, co do
milimetra. Jak informują naukowcy wizerunek ten (Chusta św. Weroniki) nie został
namalowany ludzką ręką.
Nauka, z całą doskonała dzisiejszą technologią staje tu bezradna i nie jest w stanie
wyjaśnić, w jaki sposób mogły powstać te niezwykłe wizerunki. Dodatkowe badania
naukowe za pomocą podczerwieni, promieni ultrafioletowych i skanera
satelitarnego przyniosły również dodatkowe rewelacje, wskazujc, że na płótnie tym,
tak jak i na płótnie z wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe, czy Całunu
Turyńskiego, nie ma żadnych śladów farby. Wyniki ekspertyz profesora Donato
Vittore z uniwersytetu w Bari oraz profesora Giulio Fanti z uniwersytetu w Padwie
po przeprowadzeniu gruntownych badań niezbicie wykazały brak jakiegokolwiek
pigmentu na wizerunku.
Odkryli oni natomiast na wizerunku z Manoppello częściowo przypalone włókna w
rejonie źrenic, będące jakby efektem wysokiej temperatury (mogącej wypływać z
oczu), która przepaliła nici w tych punktach. Kiedy na Chustę patrzy parę osób z
różnych pozycji, każdy z nich widzi trochę inny wizerunek. Zaś, kiedy Chusta zostaje
oświetlona, wizerunek na moment zanika, a płótno staje się przezroczyste.
Całun z Manoppello wygląda dokadnie tak, jak opisywała go trzynastowieczna
mistyczka, Gertruda z Helfty, opisując oblicze Chrystusa. Wizerunek z Manoppello,
jak zbadał to wybitny naukowiec profesor Heinrich Pfeiffer, stanowi podstawowy
wzór dla wszystkich obrazów Chrystusa.
Płótno, na którym widnieje twarz Jezusa jest z rodzaju szlachetnego bisioru, czyli
jedwabiu morskiego zwanego też złotem morza, a tkanego z włókien jednego z
gatunków 90 centymetrowej małży Przyszynki Szlachetnej (Pinna Nobillis).  Ten
delikatny jak pajęczyna, starożytny jedwab nie jest wytwarzany na świecie już od
wielu set lat.
W starożytności bisior był najbardziej szlachetną i najdroższą znaną tkaniną. Patrzc
zaś na wizerunek twarzy Boga widniejący na prawie przeroczystym płótnie, jest się
wstanie zobaczyć przedmiot znajdujący się po jego drugiej stronie. Jedwab morski
zbudowany jest z proteiny i odporny na działanie kwasów, ogniotrwały jak azbest
oraz odporny na działanie wody. Istnieje przekaz, że gdy w 19 wieku postanowiono
zmienić ramy obrazu, na bardziej szlachetne, wizerunek zniknął i pojawił się
ponownie na płótnie, gdy przywrócono go do jego pierwotnych ram. Kto raz zetknął
się z tym wizerunkiem jak np. kardynał Kolonii Joachim Meisner, nie potrafi już
zapomnieć tej twarzy oraz jakiejś ogromnej siły bijącej z oczu Boga.
Kiedy kardynał Fiorenzo Angelini zobaczył ten wizerunek, powiedział: - To jest
oblicze Jezusa! Kiedy będę w niebie, powiem: Jezu, widziałem Cię już w
Manoppello. Ta święta relikwia czczona jest od dawien dawna, ale dopiero od paru
lat, za sprawą dociekliwych niemieckich badaczy, pozyskała rozgłos w całym
świecie. Dzisiaj już mówi się o niej wszędzie. Niedługo przed papieską wizytą
Benedykta XVI w Manoppello pragncego zobaczyć tą świętą relikwię na własne
oczy, ukazała się wspaniała książka p.t. „Oblicze Chrystusa” autora ojca Andreas
Resch.
Równie wielkim zainteresowaniem czytelników cieszy się inna publikacja
poświęcona wizerunkowi z Manoppello zatytułowana „Boskie Oblicze. Caun z
Manoppello” autorstwa znanego watykanisty Paula Badde. Jak zauważają badacze,
Chusta z Manoppello wraz Całunem Turyńskim będzie więc stanowić dla nas
pierwszą i ostatnią stronę Ewangelii.
Tak wizerunek relikwii opisał Paul Badde: „
Obraz blaknie w świetle i ciemnieje w
mroku, lecz mimo upływu lat nie zaciera się ani nie znika. Portret ukazuje
brodatego mężczyznę z lokami na skroniach, którego złamany nos przypomina
zdjęcia zakadników przetrzymywanych w jakiejś ciemnej piwnicy przez bojowników
Boga albo więźnia z Abu Ghraib
Prawy policzek jest spuchnięty, broda częściowo wyrwana. Na czole i wargach,
jeśli się bliżej przyjrzymy widać zaróżowienie świeżo zadanych ran. Spojrzenie
szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalnym spokojem. W rysach twarzy
kryje się zaskoczenie, zdziwienie, zdumienie łagodne miosierdzie. Nie ma w nich
rozpaczy, nie ma gniewu. Przypomina dziecko, ktre budzi się ze snu i widzi
wschodzącą jutrzenkę. Usta są na wpół otwarte, widać końcówki zębów. Słychać
niemal, jak z ust dobiega ciche.. a."
Swego czasu o wizerunku tym św. Ojciec Pio powiedział: święte oblicze w
Manoppello to z pewnocią największy cud, jaki mamy.
Zaś włoska mistyczka Maria Valtorta, która w swoim dzienniczku spisywała
objawienia otrzymane od Chrystusa, pod dat 22 luty, 1944 zanotowała słowa
przekazu: Chusta Weroniki jest cierniem tkwiącym w duszy sceptycznej. Wy, letni i
chwiejni w wierze, którzy kroczycie naprzód dzięki swym ścisłym badaniom, wy,
racjonalici - porwnajcie Chustę z Całunem. Na pierwszej widnieje Oblicze żyjącego,
na drugim - Zmarłego. Lecz długość, szerokość, cechy somatyczne, kształt,
właściwości - są takie same. Połóżcie płótna jedno na drugim, a zobaczycie, że się
pokrywają. - To ja jestem. Ja, który wam chciałem pokazać, kim byłem i czym dla
was z miłości się stałem. Gdybyście nie należeli do zatraconych, do ślepych, te dwa
płótna wystarczyłyby wam, by przywieść was do miłości, do żalu, do Boga.
Święte Oblicze - Całun z Manoppello - Włochy
źródło: Wikipedia: wite Oblicze Caun z Manoppello http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Volto-Santo_01.
jpg&filetimestamp=20060608181209
Efekt nałożenia na siebie wizerunku Całunu Turyńskiego i Całunu z
Manoppello. Zgadzają się nie tylko proporcje twarzy, ale i ślady zranień.

Źrdo: Wikipedia: Manoppello and Turin Shroud http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:
Manoppello_and_Turin_shroud.jpg&filetimestamp=20060806171925
Cud w Lanciano i Całun Turyski
Relikwie - Źrodło: "Milujcie sie" - za pozwoleniem pisma
dla naszej działalności misyjnej.
Ludziom słabej wiary, wątpiącym lub nie wierzącym w Eucharystię zostały dane
Jezusa w Eucharystii. Jednym z tych znaków jest cud w Lanciano, który stał się
słynny w całym świecie od czasu, kiedy 4 marca 1971 r. ogłoszono wyniki
kilkumiesięcznych badań naukowych postaci Ciała i Krwi przechowywanych od VIII
wieku we włoskim mieście Lanciano. Historyczne źrórdła mówi nam o tym, że w
połowie VIII wieku miało miejsce niezwykłe wydarzenie w małym przyklasztornym
kościele św. Longina.
Otóż pewnego zakonnika, który tam mieszkał, nawiedzały przez długi czas bardzo
ciężkie pokusy. Kiedy odprawiał Mszę Św. miał wątpliwości, czy w czasie konsekracji
chleb rzeczywiście staje się Ciałem Chrystusa, a wino Jego Krwią. Pewnego dnia
rankiem, podczas odprawiania Mszy Św., kiedy wypowiadał słowa konsekracji,
ogarnęła go wtpliwość niezwykle silna i natrętna. I wtedy wypowiadając słowa: "To
jest Ciało Moje... To jest Krew Moja..." zauważył, że z białej Hostii rzeczywiście
spływa krew. Na widok tego, co się dokonało, oniemiały ze zdumienia i przerażenia,
zakonnik w ekstatycznym milczeniu wpatrywał się w święte postacie Ciała i Krwi
Pańskiej.
W końcu strach ustpił i jego serce przepełniła nieopisana radość. Po długim
milczeniu, z twarzą rozpromienioną radością i mokrą od łez szczęścia, zwrcił się do
wiernych uczestniczących we Mszy Św. ze słowami: "Patrzcie, oto prawdziwe Ciało i
Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa, które uczynił widzialne dla mnie w tym celu,
abym nie był już niedowiarkiem, lecz wierzącym". Wieść o tym nadzwyczajnym
wydarzeniu rozniosła się po całej okolicy.
W krótkim czasie kościół, w którym miał miejsce cud, stał się znanym sanktuarium,
do którego tłumnie zaczęli napywać pielgrzymi. Święte postacie Ciała i Krwi
przechowywano w specjalnym relikwiarzu. W miarę upływu wieków o
Eucharystycznym cudzie zaczęły krążyć rozmaite legendy.
Ojcowie Franciszkanie, którzy są kustoszami sanktuarium, postanowili sprawdzić
wiarygodność kultu świętych postaci Ciała i Krwi Chrystusa. W tym celu 18
listopada 1970 roku zlecili grupie włoskich naukowców szczegółowe badania pod
kierownictwem prof. Odoardo Linoli z Arezzo. Badania trwały kilka miesięcy.
Zakoczone zostały 4 marca 1971 r. Wyniki były sensacyjne i znalazły się na
pierwszych stronach włoskich gazet. Potwierdziły przekaz tradycji, że Hostia z VIII
wieku jest ludzkim mięśniem sercowym bez żadnych śladw cięcia, co wyklucza
przypuszczenie, że zostało wycięte jakiemuś człowiekowi. Stwierdzono z całą
pewnością, że posiada w swoim składzie komórki ludzkiego mięśnia sercowego
oraz wsierdzia i osierdzia, a także komórki ukadu nerwowego charakterystyczne dla
mięśnia sercowego. W niewytumaczalny sposób zachowało się rwnież 5 bryek
skrzepniętej krwi.
Badania wykazay, że jest to prawdziwa ludzka krew grupy AB. Tą samą grupę krwi
znaleziono w zachowanym sercu - Hostii. Z naukowego punktu widzenia nie da się
wytumaczyć, dlaczego Ciało i Krew przez dwanaście wieków nie uległy procesowi
rozkadu i w tak doskonałym stanie zachowały się do naszych czasów. Tych
wszystkich, którzy pragną dowiedzieć się o szczegółach badań naukowych, pragnę
odesłać do książki Bruno Sammaciccia "The Eucharistic Miracle of Lanciano",
Libary of Congress Card Number 76-18630.
Trzy lata po pierwszych badaniach naukowych, przyjechał do Lanciano ks. kard.
Karol Wojtyła, aby spędzić tu całą noc na modlitwie i adoracji Eucharystycznego
cudu. Pozostawił bardzo wymowny zapis w księdze pamiątkowej: Fac nos Tibi
semper magis credere, in Te spem habere, Te diligere (Spraw, abyśmy w Ciebie
bardziej wierzyli, pokładali nadzieję i miłowali).
Eucharystyczny cud w Lanciano jest znakiem szczególnego rodzaju, który wskazuje
na żywą obecność Jezusa w Eucharystii. Jest to bardzo wymowny znak, który
wzywa do wiary, do otwarcia serca na przyjęcie daru nieskończonej miłości
Zbawiciela ofiarowanej nam w Eucharystii.
Trzeba w tym miejscu wskazać na inny fakt: naukowcy udowodnili, że na Całunie
Turyńskim są ślady [rzadkiej] ludzkiej krwi grupy AB, a więc takiej samej jak krew w
Lanciano [oraz na Chuście z Oviedo]. Czy nie jest to kolejny zdumiewający znak,
wzywający do wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii? Warto
przypomnieć, że Całun Turyński, dzięki współczesnej nauce, stał się relikwią jedyną
w swoim rodzaju na świecie. Naukowcy, z prawie wszystkich dziedzin wiedzy, zaczęli
badać Całun po jego pierwszej fotografii dokonanej w 1898 r.
Wtedy odkryto ze zdumieniem, że obraz Człowieka ukrzyżowanego na Całunie jest
doskonałym negatywem fotograficznym. Opatrzność zachowała do naszych czasów
tą bezcenną relikwię, aby w świetle dzisiejszej nauki ukazać jej niezwykłą wymowę.
Ścisła metodologia naukowa wskazuje, że to lniane płótno jest naprawdę
prześcieradłem pogrzebowym z Palestyny z czasów Chrystusa; że został w niej
owinięty ukrzyżowany Człowiek.. o doskonałości fizycznej; że wyrok śmierci został
na nim wykonany dokładnie w sposób opisany w Ewangeliach.
Każdy, kto uczciwie szuka prawdy, kiedy dowie się o wynikach naukowych badań
Całunu, z konieczności stawia sobie niepokojące i radykalne pytania dotyczące
osoby Chrystusa.
I tak wielu naukowców badajcych Całun uwierzyło w Chrystusa. Słynny kryminolog z
Zurychu, Max Frei, badajc pyłki roślinne znajdujące się na płótnie, z precyzyjną
dokadnością prześledził drogę, jaką Całun przebył w ciągu wieków. Stwierdził, że
Całun z całą pewnością pochodzi z Palestyny z czasów Chrystusa.
Tak dokładnie odtworzył miejsca pobytu Całunu, że wytropił także pyłki ryżu
uprawianego w starożytności tylko w rejonie Vercelli, gdzie Całun przechowywany
był w zamku książąt Sabaudii. Max Frei by protestantem i przystępując do badań
Całunu uwżał, że jest on falsyfikatem, a jego kult - zabobonem i narzędziem
Antychrysta, jakim jest Papież. W miarę postpowania badań, jego uprzedzenia
ustąpiły miejsca tajemniczej pewności, głębokiemu szacunkowi i czci dla tej
niezwykłej relikwii.
Obraz z Całunu ma szczególną moc oddziaływania i przemiany ludzkich serc.
Zespoły amerykaskich naukowców przybywały do Turynu samolotem załadowanym
aparaturą badawczą, aby zbadać Całun. Uczeni odkryli, że odbicie jest
trójwymiarowe i dokonało się przez pewnego rodzaju eksplozję potężnej energii i jej
wygaśnięcia w ułamku sekundy. Czy nie jest to znak wskazujący na
zmartwychwstanie?
Przez chwilę, zanim życie powrciło do martwego ciała, jego obraz został na zawsze
utrwalony na powierzchni płótna poprzez przypalenie wybuchem nieznanej energii.
Z naukowego punktu widzenia o wiele łatwiej jest uznać autentyczność Całunu, niż
uważać go za faszerstwo, gdyż hipotetyczny fałszerz musiałby być geniuszem
wyprzedzającym całą wspczesną naukę i wiedzę, a to jest przecież niemożliwe.
Pierluigi Bollone, profesor medycyny sądowej z Turynu, ceniony uczony w skali
międzynarodowej, który również nawrócił się badając Całun, uważa, że wskazuje on
na wiarygodność opisów Męki w Ewangeliach. Jeżeli Ewangeliści nie oszukali nas
tutaj, jeżeli zasługują na zaufanie historyka [a tak jest wg. ściśle przeprowadzonych
badań prowadzonych od dziesiątek lat i niezbitych dowodów], to możemy
rozszerzyć nasze zaufanie na wszystkie opisane w Ewangeliach wydarzenia z życia
Jezusa.
Prof. Bollone twierdzi, że argumenty przeciwników Całunu nigdy nie są oparte na
obiektywnych naukowych badaniach, tylko pochodzą z założeń ideologicznych.
Gdyby to był Całun przypisywany np. Juliuszowi Cezarowi, a nie Jezusowi, nie
byłoby już nikogo, kto ośmieliłby się w to wątpić. Jezus jest i pozostanie "znakiem,
któremu sprzeciwiać się będą" (Ewangelia - k 2, 34), dlatego uznanie
autentyczności Całunu domaga się opowiedzenia za Jezusem, uznawaniem Go za
Boga, a to pociąga za sobą olbrzymie konsekwencje życiowe, zmianę życia,
nawrócenie.
To jest powód, dla którego wielu pozostaje obiektywnymi tylko w słowach, a w
rzeczywistości ulega swoim uprzedzeniom. Według prof. Bollone, jeżeli ktoś, znając
wyniki badań naukowych, twierdzi, że nie wierzy w autentyczność Całunu, to
świadczy to o tym, że od początku postanowił w nią nie wierzyć.
Jego zdaniem, wobec ogromu pozytywnych danych naukowych, uzyskanych w
różnorodnych dyscyplinach badań, ludzie zaprzeczający autentyczności Całunu
powinni dostarczyć przekonywujcąych argumentów do jej odrzucenia. Nie czynią
tego, bo takich argumentów po prostu nie ma.
Odkrycie tej samej grupy krwi, na Całunie Turyńskim oraz w świętych postaciach
cudu Eucharystycznego w Lanciano [a także na Chuście Potowej z Oviedo], jest
znakiem wzywajcym do nawrócenia, do wiary w Osobę Jezusa Chrystusa, który jest
rzeczywiście obecny w tajemnicy Eucharystii.

*[poz. tekst. - należy również wskazać tu, że autentyczność wyników naukowców
badających relikwie hostii i krwi z Lanciano została dodatkowo potwierdzona przez
powołany w tym celui zespół niezależnych międzynarodowych naukowców z
ramienia ONZ dla wykluczenia wątpliwości]

Stefan Piotrowski, pismo  „Miujcie się” za pozwoleniem redakcji pisma dla naszej działalności
misyjnej.
Wniosek podsumowujący: Jak powiedziała już jedna z uznanych
postaci naszego świata, że: "
wnioskując z tego wszystkiego, jeżeli ktoś podrobił
Całun Turyński, to tym kimś niewątpliwie musiał być jedynie sam Bóg!"
W październiku 2004 roku została beatyfikowana augustiańska mistyczka, Anna
Emmerich. W swoich zapisach pozostawiła również zapis z jednej ze swoich wizji
przekazanej jej przez Jezusa, który powiedział do niej:
"Ty widziałaś koronę z sińców wokół mych nerek. Wasi uczeni, aby uzasadnić
wasze niewiarsto wobec tego dowodu mojego cierpienia, jakim jest Całun,
tłumaczą, że krew, pot pośmiertny i mocznik z umęczonego ciała, mieszając się z
wonnościami, mogły utworzyć to naturalne malowidło mojego martwego i
udręczonego ciała. Lepiej byłoby wierzyć bez potrzeby tylu dowodów. Lepiej byoby
powiedzieć: To jest dziełem Boga! I błogosławić Go, że pozwolił wam mieć niezbity
dowód mojego ukrzyżowania i wcześniejszych tortur!."

Co zaś się tyczy racjonalnych dowódw naukowych, to raz jeszcze przytoczę
tu wnioski naukowców najwżyszego już chyba formatu:
- Dla nas, uczonych, możliwość sfałszowania odbicia na Całunie byaby większym
cudem aniżeli zmartwychwstanie Chrystusa, oznaczałoby to bowiem, że nauka XX
wieku nie dorównuje faszerzom z XIV wieku co chyba jest niedorzecznością -
napisali amerykańscy naukowcy z Instytutu Badań Kosmicznych NASA po
przeprowadzeniu długotrwałych badań Całunu Turyńskiego. Natomiast naukowcy
K.E. Stevenson i G.R. Habermas stwierdzili: Nie możemy jako naukowcy
posługiwać się hipotezami wiary, jednak w sprawie Całunu wiara okazuje się
najbardziej rozumna.-

Jak wyliczył włoski naukowiec prof. Bruno Barberies oraz matematycy z Turynu na
podstawie ścisłej analizy wskazań i czynników zwizanych z Całunem Turyńskim (a
również przedstawionych w tym opracowaniu), szansa aby Całun Turyński nie by
prawdziwym / oryginalnym płótnem użytym w czasie pochówku Jezusa Chrystusa, a
postać na nim odbita nie jest Jezusem Chrystusem jest, wskazując matematycznie
wg. obliczeń rachunku prawdopodobieństwa taka jak:
1 szansa do 200 miliardów.
Czy to wszystko już wystarczy drogi przyjacielu, by szczerze i obiektywnie uznać go
za autentyczny wizerunek Zmartwychwstającego Jezusa???!!!

- 1 do 200 miliardów! Czy to już wystarczy? Ktoś kiedyś również powiedział, że
gdyby nie chodziło tu o Jezusa Chrystusa, tylko np. o jakąś mumię, jakiegoś
jednego z odkrytych faraonów, to zapewne wystarczyłaby zaledwie
1 setna z tych
dowodów na potwierdzenie autentyczności i nie byłoby tyle spekulacji, walk i
zaprzeczeń, co do wiarygodności tego wizerunku na Całunie Turyńskim ze strony
osób wrogich lub nieprzychylnych Chrzecijanom. To znaczy, nie było by tyle
protestów, co do potwierdzonej prawdziwości tej największej relikwii Chrzecijaństwa
i pozostawionego nam dowodu zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Wizerunku,
który dopiero dzisiaj, tj. w dobie rozwoju nauki i fotografii uwidaczniającej wszelkie
cechy Męki Jezusa
(i to wyłącznie wtedy, gdy ta postać jest sfotografowana w
negatywie)
, pokazuje nam jednoczśenie i odsłania wszelkie tajemnice Pasji
Chrystusa.
Tak, więc dopiero dzisiaj, w dzisiejszych czasach, w czasach tak słabej wiary
człowieka, w czasach znacznego upadku moralnego, - można badać, odczytywać
oraz potwierdzać to, co naprawdę się wtedy wydarzyło w Jerozolimie ponad 2000
lat temu! - Dzisiaj jawi się to nam jako wieczna pieczęć, jako Pasja Jezusa
Chrystusa udokumentowana doskonałym zdjęciem wykonanym i podpisanym krwią
przez samego Boga, a ktrego to moce piekielne nie mogą przeniknąć i zniszczyć,
jak powiedziano to w Ewangelii. I w końcu jawi się też jako dowód dla
podbudowania tej słabej wiary dzisiejszego człowieka, żyjącego w czasach
ogromnego rozwoju i uwielbienia wartości materialnych, kosztem zanikających
wartości duchowych oraz w czasach pomieszania niekótrych ludzkich pojęć!

W podsumowaniu, muszę tu również wskazać na osobiste odczucia doznane w
czasie pielgrzymki do odłsonięcia Całunu Turyńskiego, który jest wystawiany w
Turynie do adoracji publicznej raz na ponad 20 lat.
Jako jeden z nielicznych w tamtym czasie, dodatkowo doznałem wtedy rzadkiej
sposobności znalezienia się w bezpośredniej odlegości tj. ok. 2 metrów od świętego
Całunu. Z osobistych doznań muszę potwierdzić o odczuciu jakiejś trudnej do
określenia emanacji dobrej energii płynącej z samego Całunu, powodującej w
człowieku nagłe silne uniesienie i wzruszenie, zapewne inne od jakiegoś
sugerowanego nastawienia się, a opisywane rwnież przez wielu innych. To coś, co
niewątpliwie wypełnia człowieka nieodpartym przekonaniem, a zarazem silną
duchową intuicją o potwierdzeniu Prawdy o Całunie Turyńskim, Prawdy, jakiej nie
jest w stanie dostarczyć nam żadna, nawet najdoskonalsza metoda naukowa.

- "Całun pozwala nam odkryć tajemnicę cierpienia uświconego przez ofiarę
Chrystusa, które stało się źródłem zbawienia dla całej ludzkości mówił Jan Pawe II.
Całun jest także obrazem miłości Boga, a zarazem grzechu człowieka. Wzywa do
odkrycia najgłębszej przyczyny odkupieńczej śmierci Jezusa. () W obliczu takiego
cierpienia człowiek wierzący musi zawołać z głębokim przekonaniem: Panie, nie
mogłeś mnie umiować bardziej, a zarazem uświadomić sobie, że przyczyną tego
cierpienia jest grzech: grzech każdego człowieka. Całun wzywa nas wszystkich,
byśmy wyryli w naszych sercach wizerunek Bożej miłości i usunęli z nich straszną
rzeczywistość grzechu. () W cichym przesłaniu Całunu człowiek słyszy echo
Bożych słów i wielowiekowego doświadczenia chrzecijańskiego: uwierz w miłość
Boga, największy skarb ofiarowany ludzkości, i broń się przed grzechem,
największym nieszczęściem ludzkich dziejów
(Jan Pawł II, Turyn 24.05.1998 r.).

Już na długo przed narodzinami Jezusa Prorok Izajasz powiedział:

"On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie
miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam
podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z
cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy
Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dwigał nasze boleści, a
myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był
przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta
zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie." (Iz 53, 2-5)

[ te oto właśnie słowa wypowiedział Prorok Izajasz już wiele set lat przed
narodzinami Chrystusa](Iz 53, 2-5)
Prorok Izajasz

Źrdo: Wikipedia: Prorok Izajasz http://pl.wikipedia.
org/w/index.php?title=Plik:Raffael_-_The_Prophet_Isaiah_-
_1511-1512.jpg&filetimestamp=20090512145035
Najnowszy Raport Naukowy na Temat
Całunu Turyńskiego:

Jak doniósł uznany watykański dziennik: „Vatican Insider”,-  włoska rządowa
Agencja Naukowa ENEA (Narodowa Agencja Nowych Technologii i Energii) w
grudniu, 2011 roku opublikowała niezależny raport podsumowujący ich 5 letnie,
niezależne badania nad Całunem Turyńskim, a ściślej mówiąc nad ustaleniem
źródła możliwości powstania wizerunku na tym Całunie. Jak przedstawiono w
opracowaniu w piśmie „Vatican Insider”- „The Shroud is Not Fake – New Research
from ENEA on the Sacred Linen Kept in Turin” – z 12/12/11” – (Całun Nie Jest
Nieprawdziwy – Nowe Badania z ENEA nad Świętym Płótnem Przetrzymywanym w
Turynie), naukowcy w tym Instytucie tj. m.in. (Di Lazzaro, Murra, Santoni, Nichelatti
and Baldacchini)  wykorzystując najnowocześniejsze dzisiejsze technologie starali
się zrozumieć, jak to określili, sposób (chemiczny tudzież fizyczny) w jaki obraz na
tym płótnie mógł zostać zapisany i utrwalony. Swoje badania i wyniki przedstawili
następnie w tzw. „ENEA Report” (Raporcie ENEA).
Po dokonaniu obszernych badań w tym zakresie naukowcy ci na obiektywnym
podłożu badań oraz kierując się standardami ściśle naukowymi zdecydowanie
odrzucili możliwość podrobienia Całunu Turyńskiego, a tym samym wskazali na
jego autentyczność jako płótna pochówkowego Jezusa Chrystusa. Naukowcy ci
oznajmili, że:
„Podwójny wizerunek (przód i tył) ubiczowanego i ukrzyżowanego mężczyzny, z
ledwością widzialny na lnianym płótnie Całunu Turyńskiego posiada wiele
fizycznych i chemicznych oznak, które są tak szczególne, że zafarbowanie,
będącego identycznym w całości, wizerunku, byłoby niemożliwe do wykonania w
dzisiejszych laboratoriach...”
Nauka wciąż nie jest wstanie odpowiedzieć jak powstał ten wizerunek pomimo
użycia do badań najnowocześniejszej i bardzo drogiej aparatury oraz metod
naukowych jak: spektroskopii podczerwieni, rentgena fluorescencyjnego,
termografu, spektroskopii masy, spektroskopii Romana, pyrolizy, fotografii
transmisyjnej, mikroskopii oraz szeregu różnych nowoczesnych, chemicznych i
innych metod zastosowanych do badania włókien.
Od lat trwające badania niezbicie wykazały, że kolor wizerunku na Całunie powstał
na samej górnej powierzchni tego obrazu w wymiarze głębokości zaledwie 200
nanometra, nm=200 miliardów metra lub podając inaczej: jednej piątej z tysięcznej
milimetra, a co porównywalne jest z grubością błony komórkowej pojedynczego
włókna lnu"
Dodatkowo biorąc pod uwagę ustalone do tej pory fakty jak to, że krew na Całunie
Turyńskim jest krwią ludzką, a pod nią nie ma już żadnego wizerunku i sam
wizerunek z Całunu wprost nakłada się na tą krew oraz to, że wizerunek posiada
cechy trój-wymiaru utrwalonego na nim odbicia ciała – wprowadza w zdumienie i nie
daje możliwości odtworzenia tego wizerunku w przestrzeni jego mikro i
makroskopicznych cech w zbliżonej nawet jakości do oryginału w jakichkolwiek
podjętych do tej pory próbach.
Niniejszym, naukowcy z ośrodka badawczego ENEA wskazali, że istnieją jedynie
dwie możliwości jego powstania, tj. tego oto odbitego wizerunku, a mianowicie:  
albo płótno to zostało położone nad i pod postacią z Całunu i niesamowicie
utrwaliło się bez szczególnego kontaktu z tym ciałem, - albo też płótno to
przykrywało ciało postaci z Całunu.
Naukowcy całkiem wykluczają jednak tą drugą możliwość z uwagi na fakt, że na
Całunie nie ma odbicia części bocznych ciała (a które powinny być odbite po
przykryciu lub zawinięciu go) oraz to, że nie istnieje zaznaczone na nim odbicie
bioder.
Natomiast, położenie nad ciałem płótna bez szczególnego kontaktu z nim w
momencie utrwalania się już samego wizerunku, potwierdza znów to, że na obrazie
istnieje zupełna zależność pomiędzy intensywnością odcieni obrazu na tym płótnie,
a samym ciałem, jak również widoczność odbicia części ciała w miejscach nie
będących w kontakcie z płótnem jak przestrzeń niezwłocznie nad i pod rękami oraz
wokół czubka nosa. I to właśnie utwierdza w przekonaniu badaczy, że płótno zostało
położone nad i pod postacią z Całunu nie dochodząc jakoś do szczególnego
kontaktu z nim w samym momencie utrwalania się wizerunku.
Ta obserwacja, jak dalej donoszą naukowcy, w połączeniu z zupełną
powierzchownością odbicia wizerunku na płótnie i zupełnym brakiem pigmentów
wskazuje na niesamowite wprost nieprawdopodobieństwo użycia do wizerunku
jakichkolwiek czynników chemicznych. Również fakt, że pod krwią nie ma już
żadnego wizerunku, a sam wizerunek jest nałożony na owe ślady krwi z
krwawiących ran wskazuje, iż tenże wizerunek musiał powstać już po „włożeniu”
ciała do tego płótna.
„Z drugiej strony plamy krwi na Całunie posiadają wyraźnie zaznaczone brzegi bez
rozmazów dając do zrozumienia, że ciało to nie było wyjmowane z Całunu. Na
płótnie nie ma również oznak rozkładu ciała pozostawiającego widoczne ślady już
ok. 40 godzin po śmierci człowieka. To znów wskazuje, według badaczy, iż gazy
rozkładowe ciała (w jakikolwiek niepojęty sposób) nie miały udziału w powstaniu
tego wizerunku, a samo ciało nie pozostawało w płótnie przez więcej niż dwa dni.”

Próba odtworzenia części wizerunku z całunu za pomocą energii
elektromagnetycznej okazała się skuteczna tylko do pewnego stopnia, lecz nie
odpowiadała ona jednak doskonałości wizerunku na Całunie Turyńskim oraz innym
jego niesamowitym cechom. Utworzony wycinek takiego wizerunku, na przykład, był
wówczas zbyt głęboko zapisany we włóknach.

Dopiero metoda przy użyciu krótkiego i ukierunkowanego
napromieniowania laserem z promieniowani ultrafioletowymi (VUV)
wysokiej intensywności, dała zadawalające wyniki w zabarwieniu w
znacznych szczegółach, z zachowaniem cieni i bez fluorescencji.

Jednakże, jak oświadczyli naukowcy z ENEA: „całkowita moc promieniowania VUV
potrzebna do wyprodukowania całego wizerunku mężczyzny o przeciętnej wadze,
jak na Całunie, wynosi 2000MW/cm2 17000 cm2 = 34 tysiące miliardów watów i
uniemożliwia dzisiejszej nauce wyprodukowanie takiego wizerunku, gdyż taka moc
nie może być dzisiaj osiągnięta przez człowieka, poprzez jakiekolwiek źródło
światła VUV. Maksymalnie osiągana dzisiaj moc to zaledwie parę miliardów watów.
Badacze przyznali też, że na Całunie Turyńskim widoczne są i inne cechy, których
oni w ogóle nie potrafią odtworzyć w dzisiejszych czasach”.  

Wobec powyższego, możemy sobie tylko wyobrazić, jakie możliwości w tym
względzie miałby dajmy na to hipotetyczny średniowieczny lub wcześniejszy
fałszerz?
W obliczu tych ustaleń i wniosków jest to zupełnie, ale to zupełnie niemożliwe!
Naukowcy podsumowali swój raport słowami Jana Pawła II, oświadczając, że:
„badanie owej enigmy powstania wizerunku na Całunie Turyńskim jest
wyzwaniem dla ludzkiej inteligencji”.
Zaś główny prowadzący te badania dr. Paolo Di Lazzaro powiedział:  „Jeżeli nasze
wyniki przyczynią się do filozoficznej lub teologicznej debaty, to te konkluzje
pozostawiamy już ekspertom; własnemu sumieniu każdego człowieka”.

*Źródła: Opracowane na podstawie źródłowej z: Vatican Insider: „The Shroud is Not Fake – New Research
from ENEA on the Sacred Linen Kept in Turin” - 12/12/11” – Marco Tosatti. / na podstawie raportu ENEA - link:
opac.bologna.enea.it/RT/2011/2011_14_ENEA.pdf ) oraz  z Independent: „Scientists Say Turin Shroud is
Supernatural” i informacji za: “Huffington Post”.